Wtorek, 15 października 2019. Imieniny Jadwigi, Leonarda, Teresy

Podróżnik z Judzik zwiedzał Azerbejdżan

2019-02-02 20:54:29 (ost. akt: 2019-02-02 21:02:05)
Andrzej Malinowski ogląda płonące wzgórze Yanar Dag

Andrzej Malinowski ogląda płonące wzgórze Yanar Dag

Autor zdjęcia: Andrzej Malinowski

Celem 112 wyprawy Andrzeja Malinowskiego był Azerbejdżan. Dzisiaj przesłał nam ostatnią relację z pobytu w tym odległym kraju. Po dziesięciu dniach podróżnik wrócił szczęśliwie do domu Cz. 5



24.01.2019 r., Baku, Digah
Plany uległy lekkim modyfikacjom. Kaukaz zobaczę w piątek, sobotę i w niedzielę.
Azerbejdżan zachwyca, zwłaszcza stolica. Obok starych, zabytkowych budynków są w niej także nowoczesne, wręcz futurystyczne. Przykładem takiego budownictwa jest Heydǝr Əliyev Mǝrkǝzi (Heydar Aliyev Center), stanowiący Narodowe Centrum Kultury. Zbudowany w 2014 r., mieści w sobie m.in. muzeum historii kraju, muzeum lalek, Azerbejdżan w miniaturze i salę koncertową. Wejście do Centrum kosztuje 15 manatów. Budynek symbolizuje wrażliwego ducha azerskiej kultury oraz optymizm narodu, który odważnie patrzy w przyszłość i pragnie odciąć się od szarego dziedzictwa radzieckiego modernizmu. Pofałdowania, rozwidlenia, misterne kształty, załamania i odchylenia zmieniają powierzchnię całego placu w architektoniczny krajobraz. Aż się chce zajrzeć, co jest w środku, zajrzałem. Dzięki takiemu rozwiązaniu zaciera się konwencjonalny podział na obiekt architektury i miejski krajobraz, mury zewnętrzne i miejski plac, pierwszy i drugi plan, wnętrze i elewację.
25 km od Baku w miejscowości Digah warto zobaczyć Yanar Dag – płonące wzgórze. Pojechałem tam z Elmarem, młodym Azerbejdżaninem, bardzo dobrze mówiącym po rosyjsku. Elmar ma żonę, dwójkę dzieci, bogatą przeszłość zawodową i samochód, którym wozi znajomych, turystów i kogo popadnie, ale nie jest taksówkarzem. Za dużo mówił. Nie lubię takich wylewnych ludzi. Polecił mi go taksówkarz, z którym jeździłem do Daveci. Elmar żali się, że niezbyt się mu powodzi i liczy każdego manata.
W Azerbejdżanie płonie ziemia! Wzgórze zajęło się ogniem kilkadziesiąt lat temu i od tamtego czasu nieustannie się pali. Za wejście na teren tego niezwykłego zjawiska trzeba zapłacić 2 manaty, ale Elmar wszedł za darmo. Ze skał wydobywają się języki ognia. Marco Polo nazwał je „płomieniami znikąd”. Ale wytłumaczenie jest. Tuż pod powierzchnią ziemi znajdują się złoża gazu i ropy. Przez szczeliny w piaskowcu wydobywają się etan i propan, które ulegają samozapłonowi i tworzą fantastyczne płomienie rozprzestrzeniające się na zboczach wzgórza. W XIX w. takich miejsc w Azerbejdżanie było wiele. Zaczęły znikać wraz z rozwojem przemysłowego wydobycia ropy naftowej. Płonące Wzgórze było celem pielgrzymek zoroastrian – czcicieli ognia, którzy przybywali w to miejsce z Iranu i Indii. Widok może nie jest imponujący, bo tylko część wzgórza płonie, ale bardzo ciekawy.
„Jedyną rzeczywistością realną i niezmienną został znowu, jak przed nieprzeliczonymi wiekami, gaz, pałający węglowodór, którego pochwycenie odpokutował ongi Prometeusz przybiciem rąk do skał Kaukazu. Nie z taką już pogardą, jak niegdyś, Cezary Baryka myślał teraz o świątyni ognia między kopalniami nafty Barachan i Surachan, gdzie niegdyś wyznawcy Zoroastra czcili tę wieczystą moc niszczyciela. Nic innego przecie, tylko tajemne nagromadzenie skalnego oleju we wnętrzu ziemi zegnało w to miejsce tyle nacji wszelakich i rozmaitych, a tak je między sobą skłóciło. Komuż było oddać pierwszeństwo, a choćby słuszność w wyścigu do najobfitszego, samorodnego źródła? Zaiste - nie było komu.” - Stefan Żeromski „Przedwiośnie”.

25-27.01.2019 r., Sumgait, Suraabad, Gilezi, Quba, Dagli, Góry Kaukaz, Qusar, Aga Lakar, Qabala, Turan, Ucar, Szyrwan
Przez trzy dni zwiedzałem część północną i środkową Azerbejdżanu. Plany miałem zupełnie inne, ale i tak było świetnie. Bazą wypadową było Baku. Codziennie rano wyjeżdżałem ze stolicy z Elmarem, który okazał się być mechanikiem i zupełnie nie orientującym się w geografii własnego kraju. Wracałem wieczorem. Taka forma poznawania państwa, zwłaszcza niedużego ma swoje plusy. Drogi są dobre, więc wszystko odbywało się sprawnie. Elmar aż do przesady dba o własny samochód. Za każdym razem przed wejściem do niego wycierał buty, otrzepywał skarpetki, wycierał maskę, a pod moimi butami rozłożył gazetę, którą kilka razy dziennie zmieniał. Zamiast rozmawiać o Azerbejdżanie, przyrodzie i zabytkach narzekał. Gdybym umiał jeździć, wynająłbym samochód i sam bym sobie dał radę, a tak … uzależniony od innych, godzę się na ich warunki, bo nie mam wyjścia.
Pogoda dopisywała. Było słonecznie i ciepło 15-16°C. Nigdzie nie widziałem ścieżek rowerowych, ani jeżdżących na rowerach, ale na koniach tak. Koń karabachski jest narodowym zwierzęciem Azerbejdżanu. Znany jest ze swej prędkości, inteligencji i wytrzymałości. Reprezentuje jedną z najstarszych ras na świecie, hodowaną od ponad 2 tys. lat.
Odwiedziłem wiele miast i wsi. O tej porze roku nie robią większego wrażenia. Z wyjątkiem terenów górskich. Dobrym punktem wypadowym w góry Kaukazu jest miasto Quba.
Kaukaz rozciąga się pomiędzy Morzem Czarnym i Morzem Kaspijskim. Jego długość wynosi 1500 km, szerokość 110-180 km. To aktywne góry, procesy tektoniczne ciągle trwają, występują liczne trzęsienia ziemi. Podziwiałem pasma górskie wchodzące w skład południowo-wschodniej części Wielkiego Kaukazu. Są one zbudowane z łupków i wapieni.
Lasów niewiele. Zajmują one 10% powierzchni kraju. W Azerbejdżanie można spotkać m.in. niedźwiedzia brunatnego, rysia, lamparta, szakala i koziorożca kaukaskiego.
W kuchni azerskiej dominuje mięso baranie, zioła i przyprawy. Kilka razy jadłem placek qutab – z nadzieniem mięsnym lub warzywnym. Przyrządzany jest on na żelaznym dysku zwanym saj. Nie smakował mi.
Jednym z najstarszych miast Azerbejdżanu jest Qabala. Znaleziono w nim m.in. wiele monet arsakidskich i rzymskich. Szlaki handlowe łączyły miasto Qabala przez Gruzję z zachodem, przez Atropatenę z Iranem oraz z północą poprzez Wielki Kaukaz. Szczególnie ważnym zabytkami w mieście są: wieża obronna z IX-XI w., osiemnastowieczny meczet, Mauzoleum Imam Baba i meczet Dżuma. Z kolei w dolnym biegu rzeki Kura położony jest Szyrwan – przemysłowe miasto, słynące z wydobycia ropy naftowej i bawełny. Ropa jest tutaj wszędzie.
W Azerbejdżanie występuje 8350 rzek i wszystkie one wpływają do Morza Kaspijskiego. Wielu mieszkańców tego kraju wierzy, że mycie noworodków w słonej wodzie sprawi, że w przyszłości będą się charakteryzować odwagą, siłą i prawdomównością. Równie ciekawe są przysłowia azerskie:
Kto jest myślący, to i zatroskany.
Lepszy policzek od przyjaciela niż chleb od wroga.
Nie ma większej biedy dla człowieka niż strach.
Nie mów o tym coś przeczytał, ale o tym, coś zrozumiał.
Pracowitemu wszystko się udaje.
Pomagaj innym, a bieda ominie cię.

28.01.2019 r., Baku, Moskwa
Jednak warto było kupić droższy bilet BakiKart na lotnisku, ponieważ powrót z centrum przysporzył trochę kłopotów. Nie we wszystkich automatach można kupić karty, żeby później je doładować. A jedyna opcja napisów na przyciskach to azerski. Są automaty z opcją języka angielskiego i rosyjskiego, ale w nieustającej awarii. W autobusach nie liczy się pasażerów tylko liczbę kliknięć po przyłożeniu karty do czytnika. W związku z tym na jednej karcie może jechać nawet kilka osób. Ważne tylko, żeby karta była zasilona gotówką. Po prostu poprosiłem panią-pasażerkę, żeby przyłożyła kartę i za mnie, i zwróciłem jej pieniądze za przejazd, czyli 0,3 AZN (0,73 zł) – jechałem 25 km! Jeżeli dojazd na lotnisko taksówką to wydatek 10-20 USD.
Na lotnisku niewielu pasażerów. Przy kontroli bezpieczeństwa trzeba dotknąć butem (ale nie stanąć) do rysunku stopy. Podczas kontroli paszportu, oficer stwierdził, że muszę natychmiast go wymienić, ponieważ po kilku kolejnych przeciągnięciach przez czytnik pierwszej kartki odpadnie ona zupełnie. W Moskwie na szczęście pani tylko spojrzała na zdjęcie i na mnie, po czym oddała paszport. Uff! Z kolei w Warszawie do kontroli pokazałem dowód osobisty.
Sporo było turbulencji. Ale wcale się ich nie boję. Nie są one groźne dla samolotu tylko dla pasażerów, którzy mają niezapięte pasy.

29.01.2019 r.
Już w domu. Dziesięciodniowy wyjazd kosztował mnie 3100 zł (przeloty, jedzenie, pokój w hotelu, podróżowanie po kraju). Połowa tej sumy to bilet lotniczy. Transport i jedzenie w Azerbejdżanie nie są drogie.

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages