Czwartek, 2 lipca 2020. Imieniny Kariny, Serafiny, Urbana

Podziel się:

Podziel się:

Sny mam nadal rosyjskie, chociaż mieszkam w Domu Polskim

Według szamanizmu kosmos dzieli się na trzy światy: Niebo, Ziemię i świat podziemny, które się wzajemnie przenikają i przechodzą jeden w drugi. W Niebie mieszkają bogowie, na Ziemi ludzie, a w podziemiach duchy

Poniedziałek, 13 października 2014 r.
Piękny, radosny i słoneczny dzień.
Głównymi tematami zajęć były: „Z dwojga złego mniejsze wybieraj” i „Warunki życia w Polsce”. Z pozoru i praktyki trudna gramatyka związana z liczebnikami zbiorowymi okazała się dla moich uczniów raczej przystępna niż skomplikowana. Trochę trudności sprawiły formy wielowyrazowe. Uczniowie poradzili sobie nawet ze stu czterdzieściorgiem czworgiem i o tysiącu pięciuset dwadzieściorgu sześciorgu.

Pan Aleksander, profesor uniwersytetu i pan Walenty nie popełnili żadnego błędu. Znajomość złożonych liczebników zbiorowych odmienianych przez przypadki świadczy o kompetencjach językowych i szacunku do języka polskiego. Na przykładzie piosenek: „Takie tango” (Budki Suflera), „Z dwojga ciał” (Adama Piasecznego), „Pozwolił nam los” dwojgu ludziom spotkać się (Anny Jantar i Bogusława Meca) oraz dwóch utworów zespołu „Ich Troje” przedstawiłem poprawne stosowanie tego typu liczebników.

Otrzymałem list z Moskwy od pana Igora Koroliewa-Judickiego, który zajmuje się gromadzeniem informacji o swoim rodzie Judickich. Przedstawiciele tego rodu mieszkają dzisiaj w Rosji, Polsce, Niemczech, USA, Wielkiej Brytanii, Estonii, we Francji na Litwie, Łotwie, Ukrainie i Białorusi. Pan Igor przedstawił w skrócie historię wsi Judziki, skąd wywodzi się jego ród, i w której ja mieszkam. List był dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Dowiedziałem się z niego nowych faktów na temat mojej wsi.

Wtorek, 14 października 2014 r.
Wpłynęły kolejne wpłaty (z Olecka) na organizację spotkania Bożonarodzeniowego dla Polonii w Ułan Ude.

Pani Antonina poprosiła, żeby dzisiejsze zajęcia rozpocząć godzinę później, czyli o 11., ponieważ święta liturgia w cerkwi, do której chodzi przedłuży się z powodu święta Opieki Najświętszej Bogurodzicy i zakończy procesją. Dzisiejsze prawosławne święto jest poświęcone opiece Bożej nad ludźmi za wstawiennictwem Maryi. Dzień Pokrowy ma bogate odbicie w kulturze ludowej Słowian Wschodnich jako kończący sezon jesiennych prac polowych i rozpoczynający okres pierzaków oraz swatów. Święto ustanowiono na pamiątkę cudu, jaki miał miejsce w Konstantynopolu ponad tysiąc lat temu. „Wydarzyło się to za panowania cesarza Leona VI Mądrego (886-912), gdy Cesarstwo Bizantyjskie najechali Saraceni. Wydarzenie miało miejsce w niedzielę, 1 października, prawdopodobnie w 911 roku. W godzinę trwogi wierni skupili się na modlitwie i pokucie.

Wielu ludzi przybyło na modlitwę do świątyni w Blachernach (dzielnica Konstantynopola), gdzie znajdowała się m.in. szata Przenajświętszej Bogurodzicy. Podczas odbywającego się w świątyni nabożeństwa całonocnego czuwania, w czasie ostatniej straży tj. między trzecią i czwartą nad ranem, św. Andrzej Jurodiwy i jego uczeń – młodzieniec Epifaniusz (późniejszy patriarcha) mieli widzenie Przenajświętszej Bogurodzicy. Ujrzeli Ją, kiedy zjawiła się w świątyni w orszaku aniołów i świętych, podtrzymywana przez swego krewnego, św. Jana Chrzciciela i umiłowanego ucznia Chrystusa – św. Apostoła i Ewangelisty Jana Teologa. Ze łzami przed ołtarzem orędowała za modlących się do Swojego Syna, a po modlitwie – na znak swojej opieki nad ludźmi – rozpostarła nad głowami obecnych swój szal, jasnością przypominającą błyskawicę. Po chwili widzenie to znikło i wrogowie zostali odparci.” W XII wieku na Rusi pojawiły się cerkwie pod wezwaniem Opieki Matki Bożej.


Mróz nie ustępuje. W klimacie kontynentalnym nie ma z nim żartów. Muszę wkładać rękawice i czapkę. Kończą mi się ruble, więc za tydzień-dwa wymienię euro. Kurs dolara i euro bardzo wysoki. Przez cały dzień myślałem o smażonej kiełbasie. Nigdy nie mam czasu na przygotowanie normalnego jedzenia. Dzisiaj już nie wytrzymałem. Po zajęciach, czyli przed godz. 21. rozkoszowałem się nią, cebulą i smażonymi zielonymi pomidorami!

Środa, 15 października 2014 r.
Wpłynęła kolejna wpłata (z Olecka) na zorganizowanie spotkania Bożonarodzeniowego dla miejscowej Polonii.
Nawiązując do niedzielnej wyprawy nad Jezioro Gęsie, dowiedziałem się, że gęsi było na nim bardzo dużo. Codziennie na brzegu zbierano ponad 30 kilogramów gęsich piór, którymi wówczas pisano. Pod dnem jeziora występują gorące i zimne źródła mineralne oraz sól, zwana tutaj gużyr. Miejscowi Buriaci używają jej do herbaty i posypują nią karmę dla bydła.

Zajęcia urozmaicone i twórcze. Przy opisywaniu wad i zalet różnych zawodów Nastia (16 lat) stwierdziła, że zawód nauczyciela wymaga natchnienia, a lekarza cierpliwości, ponieważ pacjenci potrafią dokuczyć z tego powodu, że chcą najlepszych i najtańszych lekarstw. Musimy ćwiczyć tworzenie liczby mnogiej rzeczowników męskoosobowych i w ogóle liczby mnogiej. Bardzo często uczniowie mówią (w mianowniku) np.: drzewy, jabłki, inżyniery, lekarzy, koni.

Dzisiaj uczyłem piosenki „Szerokie pole”. I nawet śpiewam. Publicznie śpiewam. Nie wstydzę się. Czasem słyszę, że fałszuję, uśmiecham się wtedy i jakby nigdy nic śpiewam dalej. Nie mam słuchu muzycznego niestety.

Wczoraj skończyła mi się kawa, więc podczas przerwy poszedłem po nią do sklepu. Niestety nie smakuje mi - żaden „miejscowy” gatunek, nawet ten, który piję w Polsce. Jest bardzo gorzka. Musztarda też taka sama. Sytuację ratuje majonez. Jego smak nie do określenia, no może rajski. Rosyjski majonez polubiłem w maju 2002 r. Byłem wtedy przez kilka dni w tajdze i nie miałem nic do jedzenia, bo wszystko się szybko skończyło z wyjątkiem chleba i majonezu.

I od tego momentu zamiast już go nie jeść, jem nadal, ale tylko rosyjski. Swego czasu jadłem kiełbasę, która przez pół roku wisiała na zewnętrznej ścianie domu. Wykroiłem pleśń i ją zjadłem. Była twarda, ale pyszna.

Próbujemy nawiązać łączność na linii Olecko (Regionalny Ośrodek Kultury)-Ułan Ude (Dom Polski) za pomocą skype i innych urządzeń telekomunikacyjnych. Na razie walczymy ze sprzętem.
Robi się coraz zimniej. Oj, ty Buriacjo moja!

Czwartek, 16 października 2014 r.
Zajęcia miałem tylko w Domu Polskim. Kiedy jeszcze pracowaliśmy z panią Olą (przyniosła mi smaczny biały miód nadbajkalski) na zajęcia do swojej grupy przyszedł pan Stanisław. A że lekcja rozpoczynała się dopiero za półtorej godziny, czas ten przeznaczyliśmy na rozmowy o wszystkim. Nie milczeliśmy ani minuty. Opowiadał, że pewnego razu wpadły mu w ręce polskie czasopisma „Młody obywatel” z lat 1936-1939. Przeczytał je wszystkie. W tamtym czasie osobom w młodym wieku były one przydatne i niezwykle wartościowe. Opisywały to, co jest potrzebne dla każdego polskiego dziecka: patriotyczne wychowanie, aktualna informacja o własnym społeczeństwie, podstawowa wiedza historyczna, znajomość biografii słynnych Polaków i sport. – „Teraz brakuje tego nam wszystkim”- podsumował.

Na zajęciach pan Stanisław czytał bezbłędnie. Jest bardzo pilny i tak subtelny jak pani Adela. Zawsze kiedy się do niego zwracam, prostuje się, napina wszystkie mięśnie twarzy (ale się uśmiecha) i chce, by wszystko co powie było poprawne. Kiedy patrzy w dół, wiem, że za chwilę powie coś śmiesznego, zabawnego, by wszystkich rozbawiać. Dwa tygodnie temu oglądaliśmy fragmenty komedii „Miś”. Śmiał się wtedy najgłośniej. A to znaczy, że wszystko rozumiał. Pan Stanisław lubi oglądać (ma odtwarzacz wideo) „Vabank” i „Vabank II”, nawet po kilka razy w tygodniu i film „Brunet wieczorową porą”. Swego czasu spotkał się z Juliuszem Machulskim i Krzysztofem Zanussim. Teraz marzy o spotkaniu z innym reżyserem – Andrzejem Wajdą.
Temat dzisiejszych zajęć w grupie pana Stanisława brzmiał: „Z tamtej strony jeziora …, czyli z której?”

Pani Ludmiła wystąpiła z propozycją zorganizowania w sobotę, 25 października spotkania dla starszych osób. Grupa to podchwyciła i przypieczętowała, tylko że ja mam wtedy zajęcia w gimnazjum, a zostałem poproszony o przygotowanie muzyki. Nie wiem co w takiej sytuacji mam zrobić. Na razie przytaknąłem.

Pan Stanisław pożegnał się ze mną tymi słowami: „Panie Andrzeju, do widzenia panie Andrzeju! Panie Andrzeju, do zobaczenia w niedzielę w kościele. Będę w kościele, pan też”.

Piątek, 17 października 2014 r.
Wpłynęła kolejna wpłata (z Olecka) na zorganizowanie spotkania Bożonarodzeniowego dla miejscowej Polonii.

Od dwóch dni wstaję o godz. 7., tak jak budzi mnie budzik. Mam wtedy na wszystko więcej czasu. Za oknem panuje jeszcze całkowita ciemność.
Gardło nadal mnie nie boli (zasługa miejscowego suchego klimatu kontynentalnego). W Polsce wydałbym już sporo pieniędzy na tabletki.
Podczas wieczornych zajęć, których tematem była rodzina, jedna z pań zapytała mnie czym się zajmują moi rodzice. Odpowiedziałem jej, że już nie żyją. – A ile mieli lat kiedy zmarli? – pytała dalej. – Matka 45, a ojciec 50 i wkrótce ja – zażartowałem. Pani się trochę obruszyła, a ja dalej – Moi przodkowie zawsze żyli krótko, ze mną też będzie podobnie, bo dlaczego miałoby być inaczej.

Pani natychmiast zaprotestowała i poprosiła, żebym po zajęciach poświęcił jej trochę czasu, bo chce mi coś ważnego powiedzieć. Kiedy już nikogo nie było w klasie oznajmiła z powagą: „Trzeba coś z tym zrobić. Pan nie może tak myśleć. Musi pan zmienić to wszystko. Musi pan pójść do szamana, żeby odwrócić swój los i być może los swojej rodziny. On panu w tym pomoże. Mi też pomogła szamanka, ale w czymś innym. Nie mogłam znaleźć kilku rzeczy, które gdzieś położyłam. A ona mi od razu powiedziała, gdzie leżą”.

Nie przyjąłem jednak tego do serca, uśmiechnąłem się w duchu, ale zachowałem zimną twarz i krew. Po powrocie do domu zacząłem czytać o szamanizmie. Dowiedziałem się, że właśnie tutaj na Syberii jest on najbardziej realny i namacalny. Szamanem zostaje się najczęściej po odbyciu tak zwanej „choroby szamańskiej”, przejawiającej się w dość długim, nawet kilkuletnim okresie problemów natury psychicznej, zawodowej, fizycznej, których sprawcami są duchy, próbujące w ten sposób nawiązać kontakt. Problemy ustają, gdy się zrozumie ich przekaz. Duchy przodków wybierają w ten sposób (z danego rodu) osobę, którą będą przekonywać do zostania szamanem.

Według szamanizmu kosmos dzieli się na trzy światy: Niebo, Ziemię i świat podziemny, które się wzajemnie przenikają i przechodzą jeden w drugi. W Niebie mieszkają bogowie, na Ziemi ludzie, a w podziemiach duchy. Kontakty pomiędzy nimi są możliwe dzięki szamanowi (uzdrowicielowi, wróżbicie, kapłanowi), który wchodzi w trans.
Duchom trzeba składać ofiarę np. w postaci monet, zboża, papierosa. Domagają się też oni pobryzgania ziemi kilkoma kroplami mleka. Mitologia szamańska uczyniła świętymi trzy miejsca w Buriacji: góry Sajany (jako odpowiednik raju), wyspę Olchon i półwysep Święty Nos na jeziorze Bajkał.

W Ułan Ude szamanizm jest obecny. Będę próbował spotkać się z jakimś szamanem, tak z czystej ciekawości. W Buriacji jest ich około 50. W niedzielę wybieram się w góry Chamar-Daban i z pewnością natrafię na kogoś lub coś związanego z przenikaniem się tych trzech światów.
Znów mijałem mnicha buddyjskiego i Lenina. Mnich wydaje się być rozmowny, bo już dwa razy to zauważyłem, kiedy podchodzili do niego Buriaci. Lenin był dzisiaj lepiej oświetlony.

Kupiłem świeże ogórki koreańskie (z Korei Północnej!) – smak nie najciekawszy, ale zjeść można.

Sny mam nadal rosyjskie, chociaż mieszkam w Domu Polskim.

Sobota, 18 października 2014 r.
Dzisiejsza sobota była bardzo pracowita. Byłem zakręcony od rana. Zajęcia w gimnazjum i w Domu Polskim – z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi.

Jestem przerażony słabym wzrokiem u dzieci – krótkowzroczność. Zauważyłem dzisiaj problemy z widzeniem u kolejnego, 16-letniego ucznia. Staś musiał podchodzić do tablicy, żeby przepisywać z niej wyrazy.

Padał śnieg. W nocy ma być -16 °C.
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: AM oraz opublikowany na portalu Kresy: Sny mam nadal rosyjskie, chociaż mieszkam w Domu Polskim
Oceń artykuł:

5.00

(2)