Czwartek, 2 lipca 2020. Imieniny Kariny, Serafiny, Urbana

Podziel się:

Podziel się:

Wędrowałem wśród duchów

Buriaci nie chodzą na groby, unikają miejsc pochówku. Według nich, cmentarz jest miejscem należącym do zmarłych i nie można tego zakłócać.

Niedziela, 19 października 2014 r.
Siostra Eryka chciała mi dać czytanie podczas mszy, ale grzecznie odmówiłem. Powiedziałem jej, że jak się pomylę i nie otworzę lekcjonarza na odpowiedniej stronie, to dopiero będzie. Obiecałem, że za dwa tygodnie (bo za tydzień wyjeżdżam do Tarbagataju) będę czytać.

Bardzo mi się podobają modlitwy w języku rosyjskim. Mają w sobie taką niezwykłą melodyjność i prostotę, jak chociażby „Zdrowaś Maryjo…”: „Радуйся, Мария, полная благодати; с тобою Господь, благословенна ты в женах, и благословен плод чрева твоего Иисус. Святая Мария, Матерь Бога, молись за нас грешных, даже и в час смерти нашей”.

Było bardzo ślisko i się modliłem, żeby nie leżeć na ziemi i szybko dojść do marszrutki. Pojechałem 10 km za miasto w góry Chamar-Daban (po buriacku: Orzechowy Grzbiet – ciąg przełęczy, przez które przepędzano niegdyś stada zwierząt do pobliskiej Mongolii). Rozciągają się one na długości 420 km i szerokości 65 km. Ich granice wyznaczają – dolina Irkutu i dolny bieg rzeki Selengi. Średnia wysokość szczytów waha się pomiędzy 1500 a 1800 m n.p.m. Najwyższym z nich jest Bajszynt-Uła (2995 m n.p.m.). Chamar-Daban zbudowane są z łupków krystalicznych, bazaltów, gnejsów i wapieni. Króluje tutaj tajga z jodłą, limbą, modrzewiem i topolą. Powyżej 1700 m n.p.m. występują: tundra górska, łąki i skaliste piargi. Górski krajobraz urozmaicają doliny, kaniony, wodospady, cyrki i jeziora polodowcowe, rumowiska skalne, obrywy i ostańce skalne. W górach utrzymuje się dość gruba pokrywa śnieżna – zwykle wynosi kilka metrów (dzisiaj śniegu było niewiele) i duże zachmurzenie – klimat jest tutaj bardzo zmienny.

Góry tchnęły we mnie nowe siły i wolę do ich zdobywania. To wspaniały teren do górskich i przyrodniczych wędrówek. Podziwiałem kopulaste wzniesienia i grzbiety, które w okolicach Ułan Ude są łagodne. Przeszedłem w dwie strony około 30 kilometrów. Dzisiaj temperatura wahała się w granicach -7°C, ale przy bardzo zimnym wietrze odczuwałem ją jakby zdwojoną. W pewnym momencie myślałem, ze twarz mi odpadnie, a wcześniej okrutny wiatr ją porozrywa. Bułka w plecaku zamarzła.

Ilekroć jestem w buriackich górach, od których promieniuje ogromna siła zawsze natrafiam na to, co dla Buriatów jest ważne i z czym się oni identyfikują. Wędrowałem wśród duchów. W „barisie’ – świętym miejscu szamanistycznym, gdzie wierni składają ofiary m.in. z jedzenia, położyłem kawałek bułki.

W „bariasie” mieszka bóstwo.
Widziałem także „oboo” – niewielki stos kamieni, przy którym odprawia się obrzęd, poświęcony duchowi-gospodarzowi miejscowości. Napotkałem też tradycyjny buriacki cmentarz. Niestety strasznie zaniedbany. Ten koczowniczy lud lokował groby w różnych miejscach, na wzgórzach, przy jeziorach, rzekach. Z reguły były i są to małe kopce kamienne. Przy mogile na drewnianym cienkim słupku umieszcza się tradycyjny mongolski znak „Sojombo” (widnieje też w godle Buriacji) – symbol niepodległości i wolności ludów mongolskich, zwieńczony płomieniem o trzech wierzchołkach, które symbolizują pomyślność i rozkwit.

Poniżej powiewa ceremonialny szal „khata”, oznaczający niebo i gościnność. Obok, na słupach „ago” i na drzewach powiewają kolorowe wstążki, bo każda odmiana ruchu oznacza modlitwę. Buriaci nie chodzą na groby, unikają miejsc pochówku. Według nich, cmentarz jest miejscem należącym do zmarłych i nie można tego zakłócać. Trzeba też pamiętać, że kto nie przestrzega praw duchowych lub świadomie je łamie z reguły ponosi karę.

Po tak ekscytującej wyprawie, kiedy przyjechałem do Ułan Ude, zaszedłem do Absolutu (sieć najtańszych supermarketów). Zapłaciłem 699 rubli (56 zł) za: 4 pomidory, coca-colę, 3 jabłka, 2 czerwone papryki, 1 kg cebuli, 300 g żółtego sera, dużą bułkę, całego kurczaka z grilla, chleb, sałatkę koreańską, 3 banany, pół kilograma kiełbasy i 7 słodkich bułek. Byłem bardzo głodny i po powrocie do domu natychmiast zjadłem kawałek kurczaka z koreańskim ogórkiem i koreańską marchewką (z dodatkiem ziół i mięsa).

Nadal nie przestrzegam przepisów ruchu drogowego, przechodzę przez jezdnię nie patrząc nawet na światła – wszyscy tak robią.
Jestem szczęśliwy.
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: AM oraz opublikowany na portalu Kresy: Wędrowałem wśród duchów
Oceń artykuł:

5.00

(2)